To był zły pomysł (to myślenie).
Dosłownie kilka dni później zdarzyło się dokładnie to samo, z tą różnicą, że Księżniczka jest teraz oczywiście odpowiednio większa, cięższa i dłuższe ma futro na portkach... O_o
Czas akcji: niedziela, ok. godz. 11:00, NzM pojechał na ważne spotkanie, Owca z kotami w domu. Relacjonuję:
Dlaczego dopiero teraz jem śniadanie?
Czy nie chciało mi się wstać? Czy nie byłam głodna?
O, nie. Ponieważ dzisiaj najwyraźniej jest niedziela, a Twój* najmłodszy kot zapewnił mi rozrywki. Liczne.
Okazało się, że przykleiła sobie do zadka pół kilo kupy.
Więc idziemy się umyć się w umywalce.
Ona nie chce.
Świetnie, w takim razie pod prysznicem.
Ale woda pod prysznicem jest taka straszna!
Myk_chlup_hoput (kot ucieka z łazienki)
Łapię kota w przedpokoju, reguluję wodę.
Ale woda jest za ciepła!
Myk_chlup_hoput_chlup_chlup (kot ucieka spod prysznica, ale nie z łazienki, albowiem nawet Owca uczy się na błędach)
Łapię kota, reguluję wodę. Jestem już cała mokra (łazienka i pół przedpokoju też).
Kot uważa, że woda jest za zimna. Regulując wodę, przytrzymuję (delikatnie, ale stanowczo) kota za na kark. Kot jest zdziwiony.
Myję kotu zadek (długo, bo trzeba odmoczyć, kot w tym czasie nasiąka wodą).
Wycieram kota własną koszulką, która i tak już jest mokra.
Wypuszczam kota. Kot wybiega z łazienki.
Trzydzieści sekund później kot wraca do łazienki, bo tak fajnie (w łazience) woda chlupocze pod łapami.
Wycieram kota (własnym ręcznikiem) jeszcze raz i wywalam z łazienki.
Kot jest zdziwiony.
Wycieram łazienkę i przedpokój. Wołam kota na suszenie.
Kot jest "przerażony". Przybiega.
Suszę kota.
Kot jest zachwycony i wywala się do góry brzuchem, ale dopiero po sprawdzeniu czy jeszcze chlupocze podłoga w łazience (nie chlupocze, szkoda).
Po suszeniu sugeruję, aby kot zszedł mi z oczu.
Wychodzę z łazienki, odkrywam pieczątki w kuchni i w pokoju.
Piorę wykładzinę i myję podłogę w kuchni.
Amber się przygląda.
Kończę sprzątanie i idę szukać kota w celu poczesania, żeby nie było kołtunów.
Kot siedzi pod drzwiami wyjściowymi z miną sugerującą, że nie wchodzi w oczy.
Biorę kota pod pachę, zanoszę do kuchni i używając mojej najlepszej szczotki usiłuję rozczesać wilgotne futro.
Kot się dziwi.
Czeszę.
Łubudu a potem hoput.
Okazuje się, że ptaszek (gołąbek) pacnął w okno, bo albo nie wyszło lądowanie, albo ziarno niesmaczne, nie wiadomo.
Esme zarządza koniec czesania i siedzi na parapecie z miną: "gdybyś mi nie zawracała głowy szczotkowaniem, to bym go upolowała!".
Po wykonaniu narzuconych przez kota czynności idę sobie robić śniadanie.
To o której wracasz?
*kiedy Futrzaste Panny są niegrzeczne, są to wtedy koty Baraniastego, kiedy są grzeczne - wiadomo - moje. :D
- Esme?
- Co, Owco?
- Wiesz, gdzie siedzisz?
- No pewnie! Na kuwecie Dwunożnych. :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz