Nie. Ja go k u p u j ę. Co miesiąc. Świadomie. :)
Kot w worku przychodzi w pudełku, pudełko ma naklejkę (kiedyś miało pieczątkę) i (bardzo ważne!) jest owinięty sznureczkiem. Sznureczek służy do najlepszej zabawy ever (według kotów).
Pudełko (owinięte sznureczkiem - bardzo ważne!) jest oczywiście w kopercie bąbelkowej, na której jest namalowany koteł. Mam nadzieję, że panowie (i panie?) pocztopaczkowcy, paczkomatowcy i kurierzy mają dzięki temu świadomość, jak cenny ładunek wiozą!
A co jest w środku? Oprócz trocinek, które się tak wspaniale roznoszą na łapach i futrze - różne różności. Za każdym razem coraz lepsze i za każdym razem jest to niespodzianka (a takie niespodzianki to ja lubię).
Zawsze jest (minimum jedno) zabawidełko dla kotków. Często w ulubionym przez futra zapachu. ;) Zabawidełka znikają u nas błyskawicznie, chwilę po otwarciu pudełka. To jest niesamowite. Nie ma! Ani w sprawdzonych miejscach, po prostu nigdzie! Zaczynam podejrzewać, że koty nocą sprzedają te zabawki w popularnym serwisie aukcyjnym za bezcen. No bo jeśli nie, to gdzie one są?!
Zawsze też jest wypaśne kocie jedzonko. Albo chrupelki, albo saszetka, albo puszeczka, albo i. Różne warianty.
To koteły.
Jest też oczywiście coś dla Personelu i to właśnie - bądźmy szczerzy - jest najlepsze! ;)
Moje hity do tej pory to: marynarski worek, podkładki pod kubek, skarpetki, bransoletka, wisior i kalendarz - wszystko z motywem kocim.
Nie zdarzyło się jeszcze, żeby coś mi się nie podobało (w jednym przypadku uznałam, że coś przyda się komuś bardziej, niż mnie i będzie dobrym prezentem), za to kilka razy zamawiałam coś u twórców przedmiotów, które znalazły się w pudełku.
Kupiłam do tej pory 8 (od czerwca) kotów w worku i bardzo mi się podoba, że nic się nie powtarza i za każdym razem jest coś interesującego. I za każdym razem jest to niespodzianka.
Styczniowy kot w worku przyjdzie za trochę ponad 2 tygodnie. Już się nie mogę doczekać. :)
A poniżej Panny Futrzaste w czasie otwierania różnych edycji kota w worku. :)
W halołinowym pudełku była sztrykowana (po śląsku: robiona na drutach) dyńka.
Fil się nią zajęła. Od razu. ;)











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz