niedziela, 17 lipca 2016

Irytujące małe czerwone kulki. Z pestkami. Ale na deser szaleństwa Amber i Bii.

Wydrylowałam dzisiaj jakieś ćwierć tony wiśni, a to jedno z moich nieulubionych zajęć.
Ja w ogóle nie przepadam za wiśniami, chyba że są dobrze posłodzone (kompot, sok, jogurt jogobella ;) ). Kuchnia wyglądała jakby ktoś w niej dokonał mordu. Spokojnie można było uznać mnie za główną podejrzaną, bo NzM był zajęty pracą, a koty spały (dzień chłodny i deszczowy) - znaczy nikogo w pobliżu nie było, wszystko czerwone, a sprawca (nawet czoło miałam wiśniowe...) nadal na miejscu zbrodni. *wstawić_najlepszy_szatański_chichot_i_pioruny_w_tle*
Jak wszystko umyłam i doprowadziłam się do porządku, to okazało się, że tej ćwierćtony jest średni garnek i szału nie ma.

Zdjęć krwawej łaźni kuchni nie będzie (włączcie sobie Kill Billa :) ), będą za to Kolorowe Panny i ich szaleństwo z zabawkami z któregoś kota w worku.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz