Poszłam niedawno na badania. Nie dość, że utoczyli mi z pół litra posoki, to jeszcze kazali sobie za to zapłacić.
I to sporo. Więc narzekam, warczę pod nosem, że za to bym miała sześć porządnych książek, wypasione zakupy w Seforze, pół paczki paneli albo komplet wkrętów w dowolnym sklepie na C, O lub LR.
Jednocześnie zachwycam się tym, że NIE MA ŚLADU. Mam półmilimetrową dziurę w zgięciu łokcia i to wszystko. Nie - posiniaczone dłonie i ręce do przedramion jak Padre po ostatnim pobieraniu krwi...
Czyli się da. Ale mimo tego nadal narzekam, że drogo, więc NzM ostatkiem cierpliwości mi odpowiada:
"Tak Owco, masz rację, w castoramie by Ci to taniej zrobili".
Tak mnie zapowietrzyło, że nie dopytałam: wiertarką?
:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz