Dlatego będzie jeszcze kilka (sporo) słów wstępu.
Zanim Esme przyjechała do naszego domu, ustaliliśmy z Baraniastym, że tym razem nie łazienka, a sypialnia stanie się Oswajalnią. Po raz pierwszy tak naprawdę mieliśmy czas i możliwość przygotowania się na obecność małego kota. Sprzątając i zabezpieczając pomieszczenie starałam się myśleć jak mały kot. Dumna z siebie, pod koniec dnia zawołałam NzM i nakazałam mu spojrzeć fachowym okiem kociego znawcy i sprawdzić o czym zapomniałam i czego jeszcze nie przewidziałam. Kiedy mi odpowiedział, szczęka mi opadła. ;) Pozostało mieć nadzieję, że Szylkrecia II nie będzie taka pomysłowa. ;) Nie napiszę tu co wymyślił, bo jeśli Esme, albo inne nasze i Wasze koty czytają Pasionkowo, to nie zamierzam im podsuwać pomysłów. ;)
Była kuwetka, były miski, cała reszta też już była przygotowana. Nawet zoo+ się zlitował i na czas przysłał żwirek drewniany i jedzonko. W końcu pojawiła się i główna bohaterka. Przez pierwsze trzy dni (i dwie noce) przebywałyśmy sobie w Oswajalni razem, tylko we dwójkę. Baraniasty musiał wtedy znosić fochy większości futrzastego towarzystwa. Z rozrzewnieniem wspominam te chwile, kiedy Esme łaziła mi po głowie, mamlała moje włosy i wygrzewała mi obolałe gardło (położyła się na nim – miałam futrzasty, cieplutki i mruczący szalik). Co z tego, że pierwszej nocy budziła mnie co dwie godziny, żeby ją tulić i chować po kołdrą, co z tego, że rano się obudziłam z głową wykręconą pod dziwnym kątem, bo Szylkrecia zajęła moją poduszkę – warto było. Ale po tych kilku dniach Esme doszła do wniosku, że ja nie wystarczam i że jest gotowa na poznanie reszty towarzystwa oraz pozostałych pomieszczeń. O zapoznawaniu się z każdą z Puchatych Panien napiszę osobno. :)
Jak to było z Latte? Przygotowania może nie umknęły jej uwagi, ale nie reagowała na nie w jakiś widoczny sposób. Zamknięte drzwi sypialni były jedynie kolejnym powodem do obaw, a nie do obrażania się. A potem? Wydawało nam się, że Syjamka na początku nie zauważyła Esme. Nie przyszła zobaczyć kto się chowa za zamkniętymi drzwiami (tak, jak zrobiła to reszta towarzystwa), a przyniesiona, nie zwracała żadnej uwagi na mejnkunowe zjawisko. Zaczęła zwracać, kiedy Esme, głośniej od Kawy, zaczęła się upominać o chrupki. ;)
Zdarzenie w kuchni, które udało mi się zaobserwować.
Esme szalała z myszką. Wyprawiała po całej kuchni. Latte przykucnęła z boku i przyglądała się temu zjawisku (one wszystkie przyglądają się Szylkreci II nie mogąc pewnie uwierzyć, że można TAK szaleć). W pewnym momencie (zgodnie z moimi oczekiwaniami) myszka potoczyła się przed łapy Syjamki. Zaklinałam ją wtedy w duchu: „Pacnij łapą, pacnij Latte! Baw się! Upoluj zabawkę małego kota!”, ale Kawa nic. Tymczasem Esme wymyśliła sobie, w swoim małym rozumku, że może nastraszyć dorosłego kota. Zrobiła z siebie dużego kota (nastroszyła futro), podeszła do niej krabikiem (bokiem), pewnie w celu odebrania myszki. Zanim dotarła na pół metra do Syjamki – tej już nie było. Zwiała w popłochu. Esme usiadła jak wryta – widocznie nie mogła uwierzyć, że jej się udało. A mnie tylko kopytka opadły, bo ciągle wierzę, że Latte w końcu przestanie się wszystkiego bać...
To jak na razie jedyne wspólne zdjęcia Esme i Latte. :)
Na pierwszym – jeszcze drzemią.
Na drugim – zauważyły mnie i siebie nawzajem.
Na trzecim – Latte zaczyna brzydko po kociemu mówić i burczeć na małego kota,
a Esme zastanawia się co na to odpowiedzieć.
a Esme zastanawia się co na to odpowiedzieć.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz